Strona główna

Kontakt:

Tamara
Cieśla
12 448-11-35

Data publikacji:

2016-09-16

Odsłon:

533

Nr informacji:

13369

Wywiad Małopolskiego Kuratora Oświaty w Tygodniku Katolickim Niedziela

Ma wrócić do ucznia

- Szkoła nie jest po to, żeby w rankingach zdobywała miejsce. W dobrej szkole zajmujemy  się każdym uczniem w taki sposób, aby on osiągnął szczyt swego rozwoju – mówi na progu nowego roku szkolnego  odpowiedzialna za  małopolską oświatę  kurator Barbara Nowak .
Maria Fortuna- Sudor: - Pani Kurator, czy już odnalazła się Pani na nowym stanowisku?
Barbara Nowak:  - Kiedy zdecydowałam się na udział w konkursie, to wiedziałam, że trzeba działać bardzo szybko. Kuratorium znałam tylko z zewnątrz, więc to nie było takie proste. Mogę jednak powiedzieć, że jestem zadowolona z doboru współpracowników; świetnie przygotowanej i kompetentnej wicekurator Haliny Cimer oraz dyrektorów zarówno w kuratorium jak w delegaturach.
- W wyniku zmian, które się dokonały, kuratorom przyznano większe uprawnienia i kompetencje. Skorzystała z nich już Pani?
- Gdy zaczęłam pracę w kuratorium, to byłam mocno zdziwiona, że tyle spraw czeka na  podjęcie decyzji, w tym prośby ze strony samorządów o zgodę na zamknięcie szkół. Trzeba więc było  rozeznać poszczególne sytuacje. To, co szczególnie zabolało, to fakt, że w tym systemie, który aktualnie  szczęśliwie zamykamy, uczeń nie jest najważniejszy. Chociaż teoretycznie tak się mówi. Niestety, przy zamykaniu szkół nie myśli się o dobru ucznia. Tymczasem staranie o jego pełny rozwój to nasze podstawowe zadanie. Nie można więc zamknąć choćby najmniejszej szkoły, jeśli dzieci tam mieszkające miałyby przez kilka miesięcy w roku problem z dotarciem do innej placówki. I tym się kierowałam podejmując konkretne decyzje.
- Takie podejście na pewno nie podoba się samorządom…
- Tak, pojawia się zarzut tzw. drogiej szkoły. Ale też jestem przekonana, że to dobra inwestycja. Młody człowiek uświadamia sobie, że jest ważny, że państwo dba o jego rozwój, o niezaburzony rytm nauki. Toteż podejmowałam te decyzje z bólem serca, zawsze jednak przez pryzmat tego młodego człowieka. Najpierw było jego dobro, a dopiero potem patrzyłam na koszty.
- Ponoć samorządy czasem nadużywają władzy wobec szkół, za które są odpowiedzialne?
- Nie można tego uogólniać, ale uważam, że często szkoła stała się zakładnikiem władz samorządowych, zwłaszcza tych poza wielkimi miastami. Tam niejednokrotnie nie liczą się kwalifikacje i kompetencje nauczycieli, tylko układy. Nie mówię, że tak jest wszędzie. Jestem przekonana, że w wielu szkołach jest w  porządku, ale w różnych gminach te lokalne układy ludzi związanych z wójtem,  burmistrzem przekładają się na szkołę.
- Ma Pani na to dowód?
- Proszę bardzo. Gdy zaczęłam wykonywać obowiązki kuratora, na moim biurku znalazłam m.in. prośbę od jednego z wójtów, abym wyraziła zgodę na powierzenie stanowiska dyrektora na kolejną kadencję wskazanemu przez wójta człowiekowi. On przez 20 lat jest już dyrektorem. Nigdy nie startował w konkursie…
- Jak Pani postąpiła?
- Nie wyraziłam zgody. Uważam, że nawet najlepszy, fantastyczny dyrektor stając do konkursu, przemyśli ponownie pewne sprawy związane z prowadzeniem szkoły. Ponowny start w konkursie jest okazją do refleksji nad koncepcją i w ogóle nad tym co i jak się robi.
- A co się Pani szczególnie nie podoba w polskiej szkole? 
- Pozoranctwo i zakłamanie. Wciąż się dziwię,  jak można było do tego dopuścić, że przykładowo w I klasie liceum, kiedy ma się kończyć realizację danego przedmiotu, jest po jednej lekcji np. historii, biologii, chemii. Jak ja mogę tego przedmiotu nauczyć, mając w klasie około 40 uczniów?  Albo ich uczę, albo oceniam. A przecież mam jedno i drugie do zrobienia. Stąd moja refleksja, że dzisiaj zawód nauczyciela jest wyjątkowo trudny pod względem moralnym. Cały czas stawia się nauczyciela w takiej sytuacji, że albo przygotowuje ucznia do życia, rozwijając go najpełniej jak to możliwe, albo przygotowuje go do egzaminu.  To są dwie różne rzeczy.
- Ale w cenie są ci nauczyciele, których uczniowie uzyskują najlepsze wyniki w konkursach, na egzaminach, na maturze…
- Pytanie, co jest najlepsze. Też szukałam na to odpowiedzi.  Jak się  prześledzi losy absolwentów, w tym prymusów, to nie od dziś wiadomo, że niekoniecznie to oni osiągają w życiu sukces. I tu pojawia się pytanie o to, co tak naprawdę w końcowym rozrachunku jest tym sukcesem?
- Wielu nauczycieli zapyta, co jest złego w tym, że oni przygotują ucznia dobrze do egzaminu, że on dostanie się do wymarzonej szkoły, na najlepsze studia ?
- Jak tego ucznia tak w ten schemacik wbijemy, to on już taki na całe życie pozostanie. Tymczasem osobom zaangażowanym we wprowadzanie zmian w oświacie zależy, żeby Polacy byli mądrymi, światłymi obywatelami, którzy potrafią się odnaleźć w różnych  sytuacjach, żeby nie podlegali manipulacjom, co tak łatwo dzisiaj uczynić. 
- Chciałabym się zatrzymać przy nauczycielach gimnazjów. Pani Kurator, oni boją się zwolnień!
- Nie powinni się czuć zagrożeni. Po pierwsze, nie będzie tzw. miksów jak np. przyroda w podstawówce. Wróci geografia, biologia fizyka, czy chemia, toteż wzrośnie zapotrzebowanie na nauczycieli specjalistów. Warto dodać, że w gimnazjach tworzono klasy zdecydowanie liczniejsze niż były w podstawówce, a to pozwala przewidywać, że w szkole powszechnej tych klas będzie więcej.  Obawy dotyczą natomiast kwestii demografii, która jest nieubłagana. I tu zmiany już następują. To oczywiste, że dzieci w wieku szkolnym generalnie ubywa. Zwolnienia nauczycieli będą zatem wynikać z mniejszego zapotrzebowania na nich, a nie z wprowadzania reformy oświaty.
- W ramach reformy planowane są zmiany w zakresie szkoleń nauczycieli. MEN zapowiada także odbiurokratyzowanie szkół. 
- Kwestia szkolenia, przygotowania nauczycieli powinna być inna. I to już na poziomie uczelni, a także później. Gorset biurokracji musi być zdjęty z nauczyciela. On ma wrócić do ucznia.  Nauczyciel to ma być człowiek mądry, potrafiący samodzielnie myśleć.
- Temu służyły różne formy dokształcania.
- Wiem, że nauczyciel musi się cały czas rozwijać, jednak dzisiaj traktuje się go jak człowieka ubezwłasnowolnionego. Jest uformowany wg szablonu i musi działać schematycznie i tak samo ma tych uczniów uczyć - niczym robotnik pracujący przy taśmie. To dla mnie  totalna bzdura. Tym sposobem odbieramy wolność człowiekowi. A ja jestem za wolnością nauczyciela i za wolnością ucznia. To trzeba przywrócić. Więc chciałabym bardzo, żeby ta pseudonaukowa otoczka natychmiast zniknęła, a pieniądze, które w tych szkoleniach, kursach i kursikach są lokowane, żeby trafiły do szkół, na ich wyposażenie, które będzie służyć uczniom. Podkreślam, odrzucamy biurokrację i bzdurne dokształcanie!
- Często Pani powtarza, że w szkole najważniejszy jest uczeń. Każdy uczeń. To jemu, jego rozwojowi ma służyć pracujący zespół najlepszych nauczycieli. Proszę powiedzieć, co to znaczy być najlepszym nauczycielem?
- Po pierwsze, trzeba wyróżniać się osobowością i empatią. Nauczyciel nie może przepraszać, że żyje. To musi być osoba posiadająca wizję, pomysł i pasję, którą zmotywuje uczniów do działania. Musi umieć pracować z każdym; i tym słabym, i tym z orzeczeniem, i tym bardzo zdolnym. Każdego z nich powinien dostrzec i tak z nim pracować, aby powierzony mu człowiek osiągnął wyżyny swych możliwości.
 
Wywiad został opublikowany w 36. numerze Niedzieli Małopolskiej - dodatku regionalnym Katolickiego Tygodnika Niedziela.
 
 
 
 
Projekt i wykonanie: Sebastian Sowiński